Galeria… taka zwykła galeria… na ścianach wiszą obrazy, czasem gdzieś w kącie stoi samotnie rzeźba. Ludzie sobie chodzą… Nie! Oni spacerują, przechadzają się leniwie między salami, bez pośpiechu  podziwiając otaczające ich arcydzieła. Na środku pomieszczenia stoi kanapa, przeznaczona dla osób, które chciałyby dłużej popatrzeć na dane dzieło, a z różnych powodów siedzenie zwyczajnie ułatwi im kontemplowanie. Te kanapy zawsze stoją przed ważniejszymi dziełami, ale zazwyczaj „zapchane” są znudzonymi osobnikami, gapiącymi się bezmyślnie w małe błyskające ekraniki (w przeważającej większości emanują one doskonale nam znanym, niebieskim światłem). Zastanawiam się wtedy, jak to działa: dlaczego niektórzy na samą myśl wyprawy do galerii podskakują z ekscytacji i wręcz nie mogą się doczekać wizyty, a reszta – no cóż – przychodzi, bo musi. Tak się zastanawiam nad tym od dłuższego czasu i dochodzę do wniosku, że… to w sumie długa historia.

Continue reading

Like it? Share it!