Kategoria: Uwolnić emocje (page 1 of 2)

Mamo, obiecasz mi coś?

Mamo… mogę z Tobą pogadać? To znaczy, eh, wiem, że to głupie pytanie. Przecież zawsze mogę. Cały czas mi powtarzasz, że jesteś moją najlepszą przyjaciółką, na dobre i złe, gotową zawsze wysłuchać tego, co mam do powiedzenia… No, może nie zawsze, ale Ty też jesteś tylko człowiekiem i masz swoje gorsze dni, a mimo to zawsze przychodzisz do mnie z uśmiechem na twarzy i dajesz z siebie wszystko, bez względu na miejsce i porę. Wiem, że powinnam Ci to mówić codziennie, a nie tylko w ten jeden dzień w roku. Ale myślę, że właśnie po to są takie dni, żeby wyrwać się na chwilę z tego ciągłego zamieszania, w którym każda z nas się gubi, i powiedzieć Ci tak prosto i z serca, że bez Ciebie najzwyczajniej w świecie nie potrafiłabym żyć.

Kathe Kollwitz, “Matka z dzieckiem”

Continue reading

Like it? Share it!

Nie jestem tutaj sama

Pada śnieg. Jest dosłownie wszędzie. Dostał się za mój kołnierz i nieproszony wpadł do butów. Ciężko mi się idzie po nieodśnieżonym chodniku z nieznośną myślą z tyłu głowy, że za chwilę mogę się wywrócić, może się coś stać, a zanim dotrę do domu, stracę czucie w palcach stóp i dłoni. Szybko ostatnio wpadam w panikę, przez większość czasu błądząc gdzieś po labiryntach moich myśli, co odcina mnie na tyle skutecznie od świata, że nie do końca wiem, co było naprawdę, a co sobie wymyśliłam. A ten spacer? Nie jestem pewna czy śnię, czy wiatr rzeczywiście co raz unosi w górę delikatne płatki, zaburzając jedność krajobrazu, ale tworząc przy tym niezwykle harmonijny chaos ruchów i kształtów. Urzeka mnie ten widok. Jednak z każdym jego podmuchem mam wrażenie, że to ja się rozpadam. Jestem jak śnieg, ale jest zbyt zimno, żeby ulepić ze mnie bałwana, poskładać i uporządkować, aby utworzyć jedną całość.

Esa Riippa- Ura (Kariera)

Continue reading

Like it? Share it!

Życie to (nie) teatr! (?)

Wbiegłam tam. Dosłownie czułam, jakbym tam leciała niesiona na skrzydłach tej samej ekscytacji, którą czuję za każdym razem, kiedy tam jestem. Zatrzymałam się oszołomiona przed małymi schodkami, kiedy światło z góry pozbawiło mnie na chwilę wzroku. Podziękowałam w duchu za to, że tam jest. Mimo wszystko czuję się lepiej, kiedy nie widzę tych setek oczu patrzących w moją stronę z zaciekawieniem, liczących na to, że zobaczą coś, co ukoi ich samotne dusze, które zaprowadziły je dziś wieczór właśnie w to miejsce. Przymknęłam oczy. Założyłam maskę i zaczęłam, czując jak dostaje skrzydeł na myśl o nowej przygodzie na scenie. Stałam się kimś nowym z inną historią, innym życiem. Mogłam zrobić wszystko z moim ciałem, manewrować mimiką i nie bałam się ośmieszenia. Tutaj mogę założyć maskę i być kim chcę, kim tylko chciałabym być. Wymyślić nową siebie i zacząć od początku. Aplauz, aplauz, brawo! Z widowni dochodzą krzyki.

 

Jorge Marín- Gimnasta II Alado en Cubo

Zawsze mnie to dziwi, jak bardzo ludzie lubią nieprawdziwe historie.

Continue reading

Like it? Share it!

Tak długo cię kochałam

Mógłbyś ze mną tutaj być, w ten jeszcze ciepły letni wieczór, kiedy to radość z życia słabnie delikatnie wraz z zachodzącym coraz wcześniej słońcem. Nie pierwszy raz siedziałam o tej porze na tarasie, wpatrując się w moje ukochane gwiazdy, ale pierwszy raz poczułam, że czegoś, a raczej kogoś, mi brakuje. Wieczorne posiedzenia z herbatą były raczej moim osobistym rytuałem, do którego nikogo nie dopuszczałam, by w spokoju móc uporządkować myśli i pobyć choć przez chwilę sama ze sobą. Ale tym razem w szumie drzew było trochę pustki, cykanie świerszczy straciło swój rytm, a blask gwiazd tak bardzo przypominał mi o twoich niebieskich oczach, że uderzyła mnie nagle dziwna fala samotności i gwałtownie zapragnęłam poczuć twoje ciepło na swojej skórze. I nie mogłam już myśleć o niczym innym, jak o tobie, twoim dotyku i tym subtelnym mrowieniu w brzuchu, które czułam, kiedy byłeś obok. Świat przez moment zawirował, kiedy delikatnie mnie objąłeś i zbliżyłeś do moich ust swoje… Byłeś moim snem na jawie, lekką fatamorganą, ale czułam jakbyś nagle się pojawił i znów na chwilę stał się mój.

Edward Munch, Pocałunek, 1897

Ale czy kiedykolwiek w ogóle nim byłeś?

Continue reading

Like it? Share it!

Bo dogadać się z ludźmi, to też jest sztuka

Wiecie co, to jest strasznie trudna rzecz. To całe staranie się, wyrażanie uczuć, umiejętność gadania, reagowania, bycia nieskończenie cierpliwym. Znajdowanie sobie przyjaciół w przedszkolu było zdecydowanie prostsze: jeśli ktoś miał takie same zabawki jak ty, to go nie lubiłeś, jeśli podobał ci się albo podzielił czekoladą, to był spoko. I tyle. Miałeś „przyjaciela”, dopóki nie oberwałeś od niego piaskiem w oczy na placu zabaw. Proste? Proste. BYŁO.  A teraz? Selekcja, konflikty charakterów, zazdrość, brak wzajemności – filozofia relacji z ludźmi jest trudniejsza niż się wydaje. Jedyną alternatywą wydaje się być samotność, w sumie jest wtedy mniej zachodu. Słuchajcie, może długo po tym świecie nie chodzę, ale jedną rzecz wam powiem: nie próbujcie żyć bez ludzi. Nigdy.

Continue reading

Like it? Share it!

No, zaczyna się jesień

Coś mnie dzisiaj gryzie w środku. Może gdyby pogoda była inna, gdyby wakacje dopiero się zaczynały, a lato było w pełni, może gdybym była w innej sytuacji, niż jestem dzisiaj, gdybym poszła na spacer, zjadła lody czy wiedziała, że w Ziemię ma uderzyć meteoryt, to może nie byłoby tak źle. Ale nie jestem w stanie się za nic zabrać. Zaczął się właśnie wrzesień, czas największej melancholii i zmian, trzeba będzie się ogarnąć, zebrać manatki, ruszyć do przodu i zapomnieć o siedzeniu do późna na rzecz wczesnego wstawania. Tyle rzeczy mnie czeka w najbliższym czasie. Ja też wciąż na coś czekam, tylko cholera nie wiem na co.

Continue reading

Like it? Share it!

Let’s talk about emotions, czyli jak żyję, czując za dużo #1

Ej, bo to nie tak, że ze mną jest coś nie w porządku. Choć z drugiej strony, jakby się zastanowić to nikt też nigdy nie stwierdził, że wszystko OK. Ja po prostu czuję trochę więcej, niż bym chciała, martwię się na zapas, myślę o rzeczach, o których niektórym nawet się nie śni, czytam między wierszami i widzę to, co innym zazwyczaj umyka. W momencie, kiedy to wszystko się nagromadzi, czyli hmm… średnio co drugi dzień mojego krótkiego życia, doprowadza mnie do swego rodzaju szaleństwa i jak stanę przed lustrem to wyglądam mniej więcej tak, jak ten zacny pan ze zdjęcia:

Gustave Courbet, “Autoportret: zdesperowany człowiek”, 1845

Zdesperowany Courbet. Po prostu.

Continue reading

Like it? Share it!

Co innego ma trzymać nas przy życiu?

Wiem, że jak nie będzie o czym gadać, a nawet jak będzie, to i tak rozmowa zawsze zejdzie na marzenia. Nieważne w jakim towarzystwie się znajdę, w jakim miejscu, o jakiej porze. Przyszłość zawsze jest czymś, co przyciąga swą tajemnicą i elastycznością, zostawiając wielkie pole do popisu dla naszej wyobraźni. Kochamy marzyć. Wymyślać scenariusze. Kreować przyszłość. Planować dalekie podróże. Jak bardzo przy tym jesteśmy pewni siebie! Tak często mówimy “chcę”, a nie “chciałbym”, “mogę” zamiast “mógłbym”, a “byłbym” zmieniamy na “będę”. Tak bardzo wierzymy. Tak mocno chcemy. Wiemy tak niewiele.

Grzegorz Radziewicz – The Memory

Continue reading

Like it? Share it!

35 tysięcy dzieł w 3 godziny, czyli o tym jak biegałam po Luwrze #1

Luwr! Żebym to ja potrafiła powiedzieć, ile czasu marzyłam o chwili, w której  idąc przez ogrody Tuileries, gdzie sam Claude Monet eksperymentował ze swoimi obrazami, zachwycę się atmosferą wszechobecnej tam zieleni. Kiedy to przechodząc pod triumfalnym łukiem du Carrousel, zatrzymam się i spojrzę w stronę wielkiego, tętniącego życiem miasta miłości, miasta moich marzeń. Potem powoli zbliżę się do wielkiej szklanej piramidy, tej niesamowitej i trochę wyrwanej z kontekstu budowli, która, choć niekoniecznie lubiana przez Francuzów, stała się symbolem Paryża rozpoznawanym na całym świecie. Aż w końcu wejdę do środka i będę mogła w pełni poczuć ten ogrom, tę atmosferę i zgubić się na długie godziny wśród dzieł wielkich mistrzów, poznając przeróżne historie bezgłośnie szeptane przez obrazy i rzeźby ze wszystkich zakątków świata…

Widok z okna muzeum na dziedziniec z piramidami

Continue reading

Like it? Share it!

Malowane Święta

Pierniczki? Od dwóch tygodni leżą już w pudełkach schowane w najdalszym kącie spiżarni, byleby tylko dotrwały do świąt z jak najmniejszymi stratami w ludziach. Teraz w domu roznoszą się zupełnie inne zapachy: czuć świeżo przygotowany barszcz, idealnie doprawiony majerankiem i aromat mandarynek i pomarańczy, który szczególnie w ten czas jest tak intensywny. Czuć goździki, kardamon, miód, imbir i całą resztę, która uwolniła swoje zapachy, kiedy tylko tata zaczął robić świąteczny kompot. Gdzieś w tle czuję przytłumiony zapach zielonej choinki, stojącej przy oknie w salonie, i kominka, w którym z gracją tańczy ogień, jakby cieszył się, że dzisiaj jest wigilia. W kuchni na każdym kroku można znaleźć mak, a w tle lecą najpiękniejsze kolędy. I tak jak co roku podczas tego całego zamieszania, kiedy zmęczona wczorajszym robieniem pierogów do pierwszej w nocy i próbą ratowania talerza, który jednak wolał wylądować w koszu, niż posłużyć za miejsce podania śledzi, z bordowymi od buraków palcami, siadam na chwilę na kanapie w salonie. Patrzę w szafirowe niebo i wydaje mi się, że gdzieś w oddali słyszę cichy głos dzwoneczków, a w górze widzę najbardziej wyczekiwany znak dzisiejszego wieczoru: Pierwsza Gwiazdka.

20161219_223441_lls

Continue reading

Like it? Share it!
« Older posts

© 2019 Heart of Art

Theme by Anders NorenUp ↑