Siedzę sama w pokoju. Jest już dosyć późno, dawno powinnam iść spać. No właśnie, późno. Skąd ja to wiem, że jest już późna godzina? Patrzę na mój zegar i nasuwa mi się mnóstwo pytań.

Jak to się dzieje, że istnieje w ogóle coś takiego jak czas?

Jak on wygląda, jeśli w ogóle możemy mówić tu o „wyglądaniu”?

Dlaczego nie możemy go zatrzymać, cofnąć, przyspieszyć i czemu czujemy jego upływ?

Czemu coś, co się stało, już zawsze będzie należeć do przeszłości?

Dlaczego nie jesteśmy w stanie podróżować w czasie? A może jesteśmy, tylko o tym nie wiemy?

Cisza. Wszechobecna cisza. Nikt nie potrafi mi odpowiedzieć.

czas

„Czas” to polskie słowo: 4 litery, 3 głoski, jedna sylaba. Zwykły rzeczownik. Jednak przez wielu znienawidzony i trudny do zrozumienia. Prawdziwy mistrz psucia ludziom humoru, nazywany przez niektórych Ojcem i łączony w parze z Matką Naturą. Fascynuje ludzi od wieków. Ciągle narzekamy na jego brak, jesteśmy źli, bo niszczy najpiękniejsze rzeczy i zabiera najbliższe osoby. Kiedy chcielibyśmy go zatrzymać, ucieka z prędkością światła, a w najgorszych momentach, kiedy powinien przyspieszyć, wlecze się niemiłosiernie. Czas. Ha, kto by pomyślał, że coś, co jest tak naprawdę tylko kwestią umowy między ludźmi, jest dla nas nie do pokonania? Jest nieuchwytny. Uczy nas, że wszystko przemija, a zmiany są czasem konieczne, wręcz nieuniknione. Wielu jest takich, którzy starli się go zobrazować, pokazać jego moc. Jednak tylko nieliczni podołali temu zadaniu.

Każdy z nas choć raz w życiu pomyślał sobie „Ja już tyle lat jestem na tym świecie, kiedy to wszystko minęło?” Wtedy przychodzi nam myśl, że fajnie byłoby coś po sobie zostawić. Jak możemy zobrazować, upamiętnić nasze istnienie? Myślał też nad tym pewien Romek, siedząc w restauracji i czekając na swoją spóźnioną już od jakiegoś czasu narzeczoną. Od dawna zastanawiał się, jak może uchwycić czas w sposób najbardziej logiczny, przejrzysty i zrozumiały dla ludzi. Albowiem Romek był artystą, a artyści zawsze potrzebują najpierw jakiegoś pomysłu, aby zacząć coś realizować. A pomysł zawsze musi mieć to „coś”, tę iskierkę, która sprawi, że zapłonie entuzjazm w sercach innych ludzi. Podobno człowiek w ciągu swojego życia wpada na średnio 8 pomysłów, które mogą mu przynieść sławę. Całkiem fajna sprawa.

Tak właśnie siedząc sobie samotnie przy stoliku, po długich latach eksperymentów i poszukiwań własnego stylu, w 1965 roku, Roman Opałka wymyślił coś, co przyniosło mu sławę, fortunę i spełnienie. Doszedł do wniosku, że czas będzie wyrażał po prostu liczbami. Banalne, co nie? Tyle że w tym całym przedsięwzięciu, którego się podjął, było coś więcej. Chciał udokumentować swoje istnienie, „Namalować czas trwania jednej egzystencji” .

Cykl wielkich płócien, nazywanych potocznie „obrazami liczonymi” spotkał się najpierw z falą krytyki. Obrazy o ciemnym tle, które za każdym razem było rozjaśniane o 1%, zapisywane były kolejnymi liczbami, zaczynając od jedynki i dążąc do nieskończoności. Opałka chciał w swoim projekcie uzyskać całkowitą biel, białe liczby na białym tle, co symbolizowało śmierć, nicość, koniec. Według jego wyliczeń, miał to osiągnąć przy zapisywaniu liczby 7777777. To było jego marzenie. Jego obrazy bledły i nikły wraz z upływającym czasem. To właśnie chciał pokazać-nieunikniony upływ czasu i życia, trwanie, istnienie. Jeszcze lepszy efekt uzyskał, nagrywając siebie samego, czytającego malowane liczby i dołączając to razem ze swoim aktualnym zdjęciem do każdego kolejnego dzieła. Na początku nikt tego nie zrozumiał, nawet jego żona. Projekt porównano nawet do książki telefonicznej, która i tak „była o wiele ciekawsza”.

Jednak próba zobrazowania jak i zatrzymania upływającego czasu przyniosła mu wielki sukces w Polsce i na świecie. Niesamowicie trudna, wieloletnia, wymagająca dużej cierpliwości i zaangażowania praca sprawiła, że Opałka stał się jednym z najdroższych polskich artystów współczesnych. Jego sposób na utożsamianie życia i sztuki przemówił do wielu ludzi i zachwycił świat.

„Żeby móc pojąć czas, trzeba przyjąć śmierć za realny wymiar życia. Istnienie człowieka jako
takie nie jest jeszcze pełnią, lecz bytem, któremu czegoś brakuje. Byt dookreślany jest przez
śmierć. Moja koncepcja jest prosta i złożona jak życie. Rozwija się od narodzin ku śmierci. Jako
końcowa emocja istnienia.”

Projekt Opałki był ściśle związany z jego życiem. W tych liczbach malowanych nieustannie, dzień po dniu, zapisał całe swoje istnienie i znalazł odpowiedzi na pytania, które go dręczyły. Jego dusza artysty znalazła w nich ukojenie, zrozumienie i spełnienie. Właśnie one okazały się być  ideą, pomysłem, którego tak długo szukał. Czas już nie był jego wrogiem – pogodził się z nim, stał się jego przyjacielem i odkrył wszystkie jego tajemnice, przekładając go na wielkie płótna i rytmicznie maczając swój pędzelek w białej farbie. Dokonał niemożliwego. Pokazał ludzkie życie, trwanie, istnienie w genialny sposób.

Szkoda tylko, że Opałka nigdy nie osiągnął idealnej bieli, wymarzonych siedmiu siódemek. Zmarł w 2011 roku, w Rzymie, w wieku 80 lat. W ostatnim wywiadzie przed śmiercią mówił, że jest aktualnie na liczbie „pięć milionów sześćset cztery tysiące i coś tam”.

„To zadanie na całe życie, bo ostatnia liczba, którą kiedyś namaluję, będzie oznaczać kres mojego istnienia.”- tak Opałka mówił o swoim projekcie.

Opałka długo szukał, pytał i błądził zanim wpadł na przełomowy pomysł i znalazł odpowiedzi na dręczące go pytania. Wy też nigdy nie przestawajcie szukać prawdy i robić tego w czym widzicie sens. Czasem potrzeba po prostu CZASU, aby znaleźć odpowiedzi, rozwiązać problemy i spełnić marzenia.

Like it? Share it!