Siedzimy na przerwie w szkole znudzeni kolejnym monotonnym dniem nauki. Pogoda nie dopisuje, chociaż może to i dobrze, bo gdyby świeciło słońce, narzekalibyśmy, że musimy tkwić w budynku. Żeby ożywić atmosferę , ktoś zaczyna rozmawiać o „przyszłości”: o naszych planach, marzeniach, celach. To jakoś zawsze wszystkich odmienia i każdemu świecą się oczy na wspomnienie o swojej idealnej robocie, choć nikt nie dopuszcza do siebie myśli, że powiedzieć jest łatwiej niż zrobić. Rzucam, że chciałabym pracować ze sztuką, odkrywać ją na nowo i promować zdolnych artystów. W tym momencie pada pytanie, które od dawna zadają mi dorośli, znajomi i nawet dzieci.

Co takiego jest w tej sztuce współczesnej?

Co jest takiego w tych bezwyrazowych plamach, sprzedających się za miliardy dolarów, które mogło namalować dziecko?

I powiem wam, że prawdziwą sztuką jest wyjaśnienie tego w jak najprostszy sposób.

Co ona tutaj widzi?!?!

Zacznijmy szczerze: widzisz w necie takie bazgroły albo płaskie, kolorowe plamy barwne. Pierwsze co myślisz to „Sam mógłbym to zrobić!”. I wcale się nie mylisz. Potem widzisz podpis pod zdjęciem: „Bez nazwy, 56 milionów dolarów”. Szczena opada. Przez chwilę nawet myślisz, czy nie rzucić wszystkiego i nie zostać artystą. Jednak szybko dochodzisz do wniosku, że sztuka to jedna wielka ściema, a malarze zarabiają krocie tylko wtedy, kiedy jakiś krytyk łaskawie stwierdzi, że można to sprzedać za miliony. Smutna prawda. Na tym kończy się zazwyczaj kontakt ze sztuką przeciętnego obywatela.

Co takiego jest w tej sztuce? W sumie to… nie za wiele. Ty też mógłbyś usiąść, pomyśleć np. o radości, wybrać kolory, które według ciebie ją wyrażają, potem wymyślić jakiś bardzo przekonywujący wywód na temat szczęścia i zarobić miliony. Jednak gdzieś pomiędzy to wplatają się znajomości, kontakty, układy… skłamałabym, nie mówiąc o pieniądzach. Czasem mam wrażenie,  że sztuka współczesna to jakaś propaganda, ustawiona tylko po to, żeby zrobić sensacje, której tak wielu ludzi pragnie.

W Internecie można znaleźć MASĘ obrazków, śmiejących się ze sztuki współczesnej.

Dzisiaj sztuka straciła kontakt z odbiorcą, zaczęła przedstawiać proste rzeczy w skomplikowany sposób, zmusza widza do myślenia, wymaga większej wrażliwości, dojrzałości. Tak naprawdę stała się bardzo elitarna i wymagająca: kiedyś stworzono choćby „Drzwi Gnieźnieńskie”, aby nieumiejący czytać, mogli coś ogarnąć. Teraz samo czytanie to za mało- trzeba jeszcze czytać między wersami, odpowiednie rzeczy wiedzieć, rozumieć, a nawet myśleć. Próbując sztukę uprościć, uczynili z niej coś, czemu mało kto umie podołać.

„Nauka uspokaja. Sztuka jest by denerwować” ~ Georges Braque

Zmiana myślenia: przez chwilę spójrzmy na wszystko z innej strony. Istotą sztuki jest wywoływanie emocji – niewątpliwie ta współczesna wywołuje ich duuuuużo, ale czy są to emocje przez wszystkich chciane? Kiedy widzę bezwyrazowy obraz w galerii, książce czy w necie, staram się zrozumieć, puszczam wodze fantazji i interpretuję na własny sposób. Teraz to jest ideą wielu artystów. Namalować coś, tak naprawdę nie malując nic, a przez to dać dla odbiorcy wolną rękę.

Widzisz tu zachód słońca? Czemu nie! Oaza spokoju czy rozszalały pożar? Jak tylko chcesz! Koniec świata? To dopiero coś!
„Orange and Yellow”-Mark Rothko

Tylko, że… nawet częściej niż często nikt za dużo nie czuje.

Długo zastanawiałam się, dlaczego ludzie nie lubią sztuki współczesnej (choć może nie wszyscy czytający ten wpis tak mają), do momentu aż któregoś razu będąc w galerii, słyszałam jak dziewczyna zachwycała się takim „bezwyrazowcem” i z ciekawości zaczęłam słuchać. Nie zapomnę emocji, które przyszły wtedy do mnie, nic nie czującej wobec „arcydzieła” nastolatki, słuchającej zafascynowanej nim kobiety. Pewien rodzaj poniżenia, uczucie zazdrości i niemocy jednocześnie, które zapamiętam do końca życia. Ludzie nie lubią, jak coś ich pokonuje, a już szczególnie wtedy, kiedy robi to sztuka.

Mogłabym Wam tu gadać i starać się tłumaczyć w nieskończoność, jak wiele innych ludzi, że „taka teraz idea sztuki”, „puśćcie wodze fantazji”, „nie myślcie schematycznie” itp. itd. Prawda jest taka, że sztuka współczesna jest trudna, więc nie przejmujcie się i nie załamujcie,  jeśli nie kapujecie o co biega. Szukajcie dzieł wartościowych dla siebie.

A co czyni dzieło wartościowym? Nie, wcale nie nazwisko twórcy. Ani nie cena na jaką zostało wycenione.

Sztuka jest coś warta, jeśli wzbudza w was emocje. Nie chodzi tu o niemoc, zazdrość, poniżenie.

„Magdalena”- Taras Loboda

Obraz jest piękny, jeśli na niego patrzycie i czujecie radość, smutek, wzruszenie, melancholię, strach, może zdziwienie, a łzy same napływają do oczu przez nadmiar emocji.

„Noorderwind”-Rieke van der Stoep

Rzeźba jest cudowna, kiedy patrząc na nią, nie wierzycie, że taka lekkość, wolność i mądrość zostały zawarte w kawałku kamienia.

Wybierajcie sztukę, która Was porusza i do Was przemawia, a do tej bardziej skomplikowanej wracajcie po jakimś czasie. Do niektórych dzieł trzeba po prostu dorosnąć, do niektórych nigdy się nie dorośnie.

Zajrzyj bo warto:

http://www.riekevanderstoep.com/

http://www.tarasloboda.cz/

Like it? Share it!