Galeria… taka zwykła galeria… na ścianach wiszą obrazy, czasem gdzieś w kącie stoi samotnie rzeźba. Ludzie sobie chodzą… Nie! Oni spacerują, przechadzają się leniwie między salami, bez pośpiechu  podziwiając otaczające ich arcydzieła. Na środku pomieszczenia stoi kanapa, przeznaczona dla osób, które chciałyby dłużej popatrzeć na dane dzieło, a z różnych powodów siedzenie zwyczajnie ułatwi im kontemplowanie. Te kanapy zawsze stoją przed ważniejszymi dziełami, ale zazwyczaj „zapchane” są znudzonymi osobnikami, gapiącymi się bezmyślnie w małe błyskające ekraniki (w przeważającej większości emanują one doskonale nam znanym, niebieskim światłem). Zastanawiam się wtedy, jak to działa: dlaczego niektórzy na samą myśl wyprawy do galerii podskakują z ekscytacji i wręcz nie mogą się doczekać wizyty, a reszta – no cóż – przychodzi, bo musi. Tak się zastanawiam nad tym od dłuższego czasu i dochodzę do wniosku, że… to w sumie długa historia.

Zacznijmy więc od początku: dawno, dawno temu, jak to mówią, wraz z rozwojem cywilizacji i umiejętnością dłubania człowieka w nosie, zaczęła się rozwijać również sztuka. Kiedyś jednak miała ona inny cel, niż ma dzisiaj – na początku swojego istnienia była tworzona w celach użytkowych. U ludzi pierwotnych służyła uprawianiu magii i pomagała w polowaniach ( jak rzucali dzidą w namalowanego na ścianie bizona, to liczyli na to, że go zranią), potem przez pomniki i świątynie pokazywała, jaki to Cezar był „supcio” i oddawała cześć bogom, żeby to przypadkiem się nie rozzłościł Zeus i nie rozwalił piorunami całych Aten.

Mimo, że dopiero w późniejszych latach zaczęła gościć na królewskich dworach, a władca bez nadwornego artysty od razu był totalnie „passé!”, sztuka prawie od zawsze była czymś ekskluzywnym, wielkim i przeznaczonym tylko dla ludzi „z wyższych sfer”. I mimo, że teraz wszędzie można usłyszeć, że sztuka jest dla każdego i powinna gościć w każdym domu, trafić pod strzechy itp. itd., jakoś nikt nie umie zrobić nic więcej niż gadać, a wyniosły charakter sztuki, który jest często uwydatniany, po prostu nie wszystkim odpowiada.

Co w takim razie dokładnie sprawia, że ludzie nie interesują się sztuką i nie trafia ona „pod strzechy”? Powody są bardzo proste i oczywiste, a jednocześnie niesamowicie trudno coś z nimi zrobić.

Rzecz pierwsza: „Liga wyższa”. Pozwolę sobie nazywać tak ludzi, którzy decydują co sprzeda się za wielkie pieniądze i będzie miało miano sztuki przez wielkie „S”, a co trafi na śmietnik i zdecydowanie zmniejszy samoocenę artysty.  Jeśli zastanawiacie się czasem kto wybiera i wycenia wszystkie te bezwyrazowe kompozycje kupowane na aukcjach za miliardy dolarów, to właśnie nasza liga jest za to odpowiedzialna. Ludzie wpływowi, elita, która nie wiadomo skąd się wzięła i nikt dokładnie nie wie, kto do niej należy. Ja rozumiem, że czasami za pozornymi bazgrołami kryją się uczucia, ale jak siedzę, oglądam telewizję  i widzę „Ziemniaka na czarnym tle” to mnie krew zalewa. A potem ludzie się dziwią, że młodzi nie interesują się sztuką, nie rozwijają kultury!

Mój ulubieniec – „Potato #345 (2010)”, Fot. Kevin Abosch

Rzecz druga: inna sztuka nie jest pokazywana w telewizji. Wrażliwi artyści nie zawsze znajdują dla siebie miejsce na wystawach. Nie zarabiają milionów. Nawet jeśli ktoś zauważy ich spośród tysiąca innych niezrozumiałych bazgrołów, mało kto jest w stanie coś z tym zrobić. Trafiłeś kiedyś na Pollocka, Chagalla, Rotho na Facebook’u, Onecie? Na pewno. A już na pewno widziałeś kiedyś kolorową Marilyn Monroe i puszkę zupy Warhola. A co z Kędziorą? Gdzie się podział Orfano, Talbot i ci wszyscy wrażliwi geniusze? O nich się nie mówi, bo nie mówią o nich krytycy.

No. 61 (Rust and Blue)- Mark Rothko

Callisto – Michael James Talbot

Rzecz trzecia, od której wszystko się zazwyczaj zaczyna: zły przekaz sztuki w szkołach.
Prawie każdy obraz z  renesansu, baroku, romantyzmu, czy z bliskich temu czasów, ma w sobie coś czego nie widać na pierwszy rzut oka. Bawi się tak da Vinci, Dürer, Eyck, coś jest w tych pejzażach Moneta, pełnych emocji scenach Delacroixa . Ile jest tam symboli, niezrozumianych znaków, tajemnic zawartych gdzieś, gdzie normalnie się nie patrzy. Ile jest teorii spiskowych, oskarżeń, kontrowersji, niektórzy mówią, że przepowiedni przyszłości. Kunszt, precyzja i techniki, które nie sposób opanować. Emocje, uczucia, uchwycone chwile i niebanalna historia powstania, są też w dziełach współczesnych artystów, których w telewizji nie widać.

Madonna w grocie – Leonardo da Vinci, wersja pełna dziwnych symboli, być może i herezji

Madonna w grocie – wersja grzeczniejsza, namalowana po odrzuceniu pierwszej przez Kościół

Czemu nikt nie potrafi o tym mówić?

c.d.n.

Zajrzyj, bo warto:

http://talbotsculpture.com/

Like it? Share it!