Cześć! To znowu Ja, Nadwrażliwiec. Dawno mnie tu nie było, nie? Pewnie myślałeś, że już nie wrócę. Nie no, tak szybko nie da się mnie pozbyć. Jestem trochę jak taka mała, uciążliwa mucha, która się nie odczepi, choćbyś nie wiem jak odganiał i próbował zatłuc. Trochę się po prostu działo ostatnio, wylałam kawę na zeszyt, ulubiony długopis mi się wypisał… Ale cóż, zawsze mogło być gorzej. Tia, jakoś tak wyszło, że coś o tym wiem, jak to jest „gorzej” i z całego serca nie życzę nikomu, kto tego nie rozumie, żeby zrozumiał, bo żeby zrozumieć, trzeba doświadczyć, a lepiej nie doświadczać. Są rzeczy, które dla człowieka powinny pozostać tylko tajemnicą niewartą żadnego zgłębiania.

Teodor Axentowicz- Pod brzemieniem nieszczęścia

Czasem bywają takie dni, które jak dla mnie mogłyby w ogóle nie istnieć. Wszyscy by na tym zyskali, naprawdę! O, ostatnio był taki dzień. Obudziłam się, usiadłam na łóżku, zdmuchnęłam z czoła łaskoczący kosmyk i ze szczerą ciekawością małego dziecka zadałam sobie pytanie o sens mojego dzisiejszego istnienia. Wsiadłam do autobusu, nałożyłam słuchawki, po dwóch minutach zdjęłam, zaraz znowu nałożyłam. Niektórzy dziwnie na mnie patrzyli, kiedy wierciłam się na siedzeniu, nie wiedząc za bardzo, co ze sobą zrobić. Ale wiecie co, mnie martwił wtedy tylko fakt, że każda piosenka była denerwująca w stopniu zmuszającym do przełączenia na następną po 10 sekundach. Wyłączenie muzyki sprawiało natomiast niesamowity dyskomfort powrotu do rzeczywistości i natręctwa niechcianych myśli wszelkiego pokroju, rodzaju i tematu, które nie wiadomo skąd się brały, bo sama nie byłam przecież w stanie ich wymyślić!

Musiałam mieć dziwną minę (jak Rembrandt prawdopodobnie), kiedy uświadomiłam sobie, że ten dzień będzie, hmm, TRAGICZNY. A dopiero się zaczął!

Rembrandt- Autoportret, 1930r.

Jeśli chodzi o moją listę „Najgorszych powitań o poranku”, które potrafią pogorszyć uprzednio pogorszony już dzień, to od jakiegoś czasu na pierwszym miejscu widnieje dźwięczne: „Kama, dzieciaku, wyglądasz jakbyś umierała!”. Nie no, dzięki. Bardziej się czuję jakbym umarła już dawno, ale dzisiaj ktoś jednak stwierdził, że przerwie mój spokój i zanim zacznę hasać po zielonych Stepach Akermańskich w Niebiosach, zostanę wysłana na mini piekielny maraton na Ziemi. Nie dość, że jak każdą nastolatkę męczą mnie różne pytania egzystencjonalne i niepewność życiowa, to jeszcze do tego dochodzi szkoła! Sprawdziany, prezentacje, tu esej, tam esej… Na przyszły tydzień zróbcie wszystkie zadania ze stron 1324-4567, ale na jutro co najmniej połowę!!! Ach, no i jakżebym mogła zapomnieć. Próbną maturkę napiszecie dwa lata przed terminem. Jutro. Heh.

Jacques Louis David- Śmierć Marata

Nie no, może trochę (tylko trochę) dramatyzuję. Ale się czuje teraz tak, jak wygląda nasz nieszczęsny Marat, umierający podczas pisania, którego mam (nie sądziłam, że kiedyś to powiem) dosyć. Zmęczenie przede wszystkim nigdy nie uprzedza, kiedy nadejdzie z największą siłą. W dodatku zostaje zazwyczaj na dłużej, jakby chciało sobie odpocząć po dalekiej podróży, zagnieżdża się gdzieś w nieznanej części mojej głowy, męcząc umysł swoją intruzyjną obecnością. I, jak się okazuje, przychodzi nie tylko od nadmiaru obowiązków w szkole.

To co ja niby takiego robię, pytają niektórzy, że mam siłę tylko pić, jeść i spać (jak Tamagotchi)?

Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tych drobnych, wcale nie oczywistych czynności, których ja osobiście też wolałabym nie wykonywać! Ale ktoś przecież czasem musi uspokajać te nieokiełznane myśli, które błądzą ciemnymi ścieżkami rozpędzone jak stado dzikich koni. Brać głębokie wdechy. Pilnować łez, aby nagle nie zaczęły spływać po policzkach. Ktoś musi uspokajać kołaczące serce, zestresowane pierdołami, których nikt, nawet ono samo, nie potrafi zdefiniować. Trzymać w pionie ciało, na twarz przykleić uśmiech, mistrzowsko odegrać rolę idealnego nastolatka bez problemów, opowiedzieć o marzeniach. Podnieść samoocenę, posegregować zmartwienia, oddzielić smutki od radości. Ktoś musi mówić, że jest OK.

Laura Makabresku- Laura

A ja jestem wykończona. Serio. Czasem po prostu mam wrażenie, że z tego wszystkiego moje serce przestałoby pracować, gdybym po cichu nie szeptała do niego „bij, bij, bij”, a płuca totalnie pomieszałyby kolejność wdechu i wydechu bez moich dyskretnych instrukcji. Jesu, a jeszcze trzeba mrugać! M a s a k r a.

Nie lubię takich dni, kiedy muszę się skupiać na tych detalach, a każdy ruch boli, mimo że fizycznie nic nie dolega. Myślę wtedy o życiu, które staram się przeżyć tak, aby czuć najwięcej jak tylko to możliwe, frustrując się za każdym razem, kiedy stracę nad nim kontrolę. Świat zdaje się wtedy polować  na mnie jak na bezbronne zwierzę, a ja chciałabym zapaść się pod ziemię, schować gdzieś przed tymi wszystkimi, wiecznie zmartwionymi ludźmi z pytaniami, na które ja sama nie znam odpowiedzi. Czasem chciałabym uciec, zniknąć, żeby nikt mnie nie szukał.

A może właśnie chcę, żeby ktoś mnie w tym wszystkim odnalazł?

Dawid Planeta- My own enemy

Tak, przychodzą takie dni, kiedy „żyć” zmienia się w „przeżyć” , kiedy od razu po otworzeniu oczu zaczynam walkę o przetrwanie w świecie, który nie chce ze mną do końca współpracować. Przychodzą momenty, w których tak bardzo potrzebna jest mi samotność, że nigdzie nie mogę jej znaleźć, a emocje, tak długo skrywane i gromadzone, biorą górę i wylewają się ze środka, zostawiając mokre smugi na policzkach. I czasem jedyne czego potrzebuję, to tylko zwykłej chwili na kontemplowanie mojego małego końca świata. Pogadania do pluszaków, które wydają się patrzeć na mnie jak na totalną idiotkę, ale przynajmniej nie komentują. Zwykłych łez. Bo ktoś kiedyś mądry powiedział, że silny jest nie ten, kto nigdy nie płacze, ale ten, kto rano potrafi wstać z uśmiechem na twarzy. I idzie dalej.

Daniel del Orfano- Autumn’s sun

I jak każdy inny mądry, którego się w takich momentach cytuje, miał rację.

~~~~~

Nadwrażliwiec jeszcze powróci, a w międzyczasie możesz przeczytać pierwszą część jego zwierzeń i dziwnych myśli tutaj.

Like it? Share it!