Wczoraj był jeden z tych jeszcze ciepłych wrześniowych wieczorów, kiedy temperatura wciąż pozwala na przyjemne spacery po zmroku bez ryzyka odmrożenia czubka nosa i wszystkich innych części ciała. Mgła delikatnie rozpraszała światło lamp na ulicy i przyćmiewała księżyc, choć może to tylko moje zmęczone oczy płatały mi figle. O tak, nadszedł ten czas, kiedy ciało nie do końca nadąża za rozbieganym umysłem zmuszanym do ciągłego działania na wysokich obrotach, a reszta świata, jakby dla przeciwieństwa, wydaje się zasypiać, coraz wolniej istnieć, bo Lato osiągnęło już wszystko co mogło i teraz pokornie oddaje się w objęcia Jesieni. Choć już trzeci raz z rzędu wyszłam na wieczorny spacer z myślą, że to ta ostatnia przechadzka bez zmarzniętych dłoni, tym razem czułam, że na pewno tak będzie.

Ludwik de Laveaux „Paryż w nocy” 1893

O tej porze roku zmienia się coś w człowieku. I właśnie coś zmieniło się we mnie.

Czytaj więcej…

Like it? Share it!