Zaskakujące jest to, w jaki sposób przecinają się ludzkie ścieżki. W drodze do Krakowa,  na dworcu głównym w Warszawie, po raz kolejny uświadomiłam sobie, jak bardzo czasem nie panujemy nad swoim losem, a w naszym życiu prawie nigdy nie zdarzy się to, czego się spodziewamy. Moje  przejawiające się w każdej podróży roztargnienie tym razem kazało zgubić mi rękawiczkę w tłumie ludzi spieszących się ciągle, wszędzie i na wszystko. A zostało 5 minut do odjazdu. Cudnie. Sama już nie wiem, czy byłam bliższa załamania czy wybuchnięcia śmiechem, kiedy pewien młody chłopak o rudych włosach podbiegł do mnie i wręczył zgubę, trajkocząc tak szybko, że wyraźnie dotarło do mnie jedynie krótkie „Miłego dnia!”. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, on pobiegł dalej, a ja tylko patrzyłam, jak rozpływa się w tłumie ludzi na peronie, wsiadających do pociągów, które zaprowadzą ich do marzeń… albo donikąd.

Paul Kamiński – In the street

Czytaj więcej…

Like it? Share it!