Dziewczyna z kolorowymi liśćmi

Wracałam dziś ze szkoły, można powiedzieć, dosyć okrężną drogą. Konkretniej rzecz biorąc, trwająca zazwyczaj 30 min max podróż, przekształciła się w prawie dwie godziny krążenia, wleczenia się i zbierania ładnych liści w parku. Szkoda mi było przepuścić okazję przechadzki w świetle zachodzącego, jesiennego już słońca, kiedy temperatura jest na tyle przystępna, że moje wiecznie zimne rączki nie dają o sobie znać. I, och, te cudowne kolory. Zapewne dziwnie musiała wyglądać dziewczyna z pęczkiem pięknych liści w ręku, kieszeniami pełnymi żołędzi i uwalonymi błotem butami, łażąca każdą możliwą ścieżką, której od czasu do czasu łza spływała po policzku.

Widzieliście dziś kogoś takiego?

Vincent van Gogh, „Avenue of Poplars in Autumn”,1884r.

Czytaj więcej…

Bo dogadać się z ludźmi, to też jest sztuka

Wiecie co, to jest strasznie trudna rzecz. To całe staranie się, wyrażanie uczuć, umiejętność gadania, reagowania, bycia nieskończenie cierpliwym. Znajdowanie sobie przyjaciół w przedszkolu było zdecydowanie prostsze: jeśli ktoś miał takie same zabawki jak ty, to go nie lubiłeś, jeśli podobał ci się albo podzielił czekoladą, to był spoko. I tyle. Miałeś „przyjaciela”, dopóki nie oberwałeś od niego piaskiem w oczy na placu zabaw. Proste? Proste. BYŁO.  A teraz? Selekcja, konflikty charakterów, zazdrość, brak wzajemności – filozofia relacji z ludźmi jest trudniejsza niż się wydaje. Jedyną alternatywą wydaje się być samotność, w sumie jest wtedy mniej zachodu. Słuchajcie, może długo po tym świecie nie chodzę, ale jedną rzecz wam powiem: nie próbujcie żyć bez ludzi. Nigdy.

Czytaj więcej…

No, zaczyna się jesień

Coś mnie dzisiaj gryzie w środku. Może gdyby pogoda była inna, gdyby wakacje dopiero się zaczynały, a lato było w pełni, może gdybym była w innej sytuacji, niż jestem dzisiaj, gdybym poszła na spacer, zjadła lody czy wiedziała, że w Ziemię ma uderzyć meteoryt, to może nie byłoby tak źle. Ale nie jestem w stanie się za nic zabrać. Zaczął się właśnie wrzesień, czas największej melancholii i zmian, trzeba będzie się ogarnąć, zebrać manatki, ruszyć do przodu i zapomnieć o siedzeniu do późna na rzecz wczesnego wstawania. Tyle rzeczy mnie czeka w najbliższym czasie. Ja też wciąż na coś czekam, tylko cholera nie wiem na co.

Czytaj więcej…

Let’s talk about emotions, czyli jak żyję, czując za dużo #1

Ej, bo to nie tak, że ze mną jest coś nie w porządku. Choć z drugiej strony, jakby się zastanowić to nikt też nigdy nie stwierdził, że wszystko OK. Ja po prostu czuję trochę więcej, niż bym chciała, martwię się na zapas, myślę o rzeczach, o których niektórym nawet się nie śni, czytam między wierszami i widzę to, co innym zazwyczaj umyka. W momencie, kiedy to wszystko się nagromadzi, czyli hmm… średnio co drugi dzień mojego krótkiego życia, doprowadza mnie do swego rodzaju szaleństwa i jak stanę przed lustrem to wyglądam mniej więcej tak, jak ten zacny pan ze zdjęcia:

Gustave Courbet, „Autoportret: zdesperowany człowiek”, 1845

Zdesperowany Courbet. Po prostu.

Czytaj więcej…

Budzik zadzwonił o 4:30

Budzik. Oh my, why?!?! Fakt, że to Ed Sheeran swoim „Galway Girl” budzi mnie o poranku, niczego nie zmienia. Zwlekam się z łóżka. Patrzę na zegarek: 4:30. Ludzie, co ze mną jest nie tak? A nie, pamiętam. Już wiem, dlaczego zadzwonił tak wcześnie. Nagły zastrzyk energii. Szybko ubieram się i budzę tatę, który zawiedzionym głosem stwierdza: „O nie, jednak wstała”, ale rusza się z łóżka i zaraz wychodzimy. Jest zimno, cała się trzęsę mimo dwóch bluz na sobie. Wytrzymam, sama chciałam. Z drugiej strony, nie mam z tym problemu: uwielbiam rześkie powietrze poranka. W dodatku w połączeniu z tym co zobaczę? Luzik arbuzik. Dla wschodu słońca nad morzem mogę zamarznąć.

Czytaj więcej…

Wszędzie wokół sztuka

Rozłożyłam wszystko na podłodze. Książki otwarte na stronach z moimi ulubionymi obrazami. Kartki z wiedzą, która była niezastąpiona przy tych wszystkich konkursach, w których brałam udział. Stare rysunki. Nowe rysunki. Odręczne notatki, których sama czasem nie rozczytam. Parę szkiców, trochę bazgrołów. Niezdefiniowane kompozycje. Nowe pędzle postawione pod ścianą, mimo że mama tyle razy chowała je do szafki. Nie wiem czemu.  Po prostu lubię mieć je na widoku.

Czytaj więcej…

Co innego ma trzymać nas przy życiu?

Wiem, że jak nie będzie o czym gadać, a nawet jak będzie, to i tak rozmowa zawsze zejdzie na marzenia. Nieważne w jakim towarzystwie się znajdę, w jakim miejscu, o jakiej porze. Przyszłość zawsze jest czymś, co przyciąga swą tajemnicą i elastycznością, zostawiając wielkie pole do popisu dla naszej wyobraźni. Kochamy marzyć. Wymyślać scenariusze. Kreować przyszłość. Planować dalekie podróże. Jak bardzo przy tym jesteśmy pewni siebie! Tak często mówimy „chcę”, a nie „chciałbym”, „mogę” zamiast „mógłbym”, a „byłbym” zmieniamy na „będę”. Tak bardzo wierzymy. Tak mocno chcemy. Wiemy tak niewiele.

Grzegorz Radziewicz – The Memory

Czytaj więcej…

35 tysięcy dzieł w 3 godziny, czyli o tym jak biegałam po Luwrze #2 – Królowa portretów

-Czy ty wiesz w ogóle, w którym miejscu teraz jesteśmy?

-Ależ oczywiście. Nie trudno zauważyć, że gdzieś w Luwrze.

-Od 20 minut próbujemy trafić do Mona Lisy!

-Bo ta mapka jest jakaś niezorganizowana! Pokazuje, że już dawno powinien być skręt, a nie ma!

-Może po prostu nie umiesz patrzeć, to jest najlepiej oznakowany obraz w całym muzeum!

-W takim razie dlaczego jeszcze jej nie znalazłyśmy?

-Trzeba było patrzeć uważn…

-Patrz! Jest! Oto Mona Lisa!

-Co? Gdzie? Ja tu tylko widzę tłum ludzi!

-To jest najlepszy dowód na to, że trafiłyśmy w dobre miejsce.

Czytaj więcej…

Sztuka przez wielkie „S”, czyli jak to według mnie wygląda #2

Siedzimy na przerwie w szkole znudzeni kolejnym monotonnym dniem nauki. Pogoda nie dopisuje, chociaż może to i dobrze, bo gdyby świeciło słońce, narzekalibyśmy, że musimy tkwić w budynku. Żeby ożywić atmosferę , ktoś zaczyna rozmawiać o „przyszłości”: o naszych planach, marzeniach, celach. To jakoś zawsze wszystkich odmienia i każdemu świecą się oczy na wspomnienie o swojej idealnej robocie, choć nikt nie dopuszcza do siebie myśli, że powiedzieć jest łatwiej niż zrobić. Rzucam, że chciałabym pracować ze sztuką, odkrywać ją na nowo i promować zdolnych artystów. W tym momencie pada pytanie, które od dawna zadają mi dorośli, znajomi i nawet dzieci.

Co takiego jest w tej sztuce współczesnej?

Co jest takiego w tych bezwyrazowych plamach, sprzedających się za miliardy dolarów, które mogło namalować dziecko?

I powiem wam, że prawdziwą sztuką jest wyjaśnienie tego w jak najprostszy sposób.

Co ona tutaj widzi?!?!

Czytaj więcej…

Sztuka przez wielkie „S”, czyli jak to według mnie wygląda #1

Galeria… taka zwykła galeria… na ścianach wiszą obrazy, czasem gdzieś w kącie stoi samotnie rzeźba. Ludzie sobie chodzą… Nie! Oni spacerują, przechadzają się leniwie między salami, bez pośpiechu  podziwiając otaczające ich arcydzieła. Na środku pomieszczenia stoi kanapa, przeznaczona dla osób, które chciałyby dłużej popatrzeć na dane dzieło, a z różnych powodów siedzenie zwyczajnie ułatwi im kontemplowanie. Te kanapy zawsze stoją przed ważniejszymi dziełami, ale zazwyczaj „zapchane” są znudzonymi osobnikami, gapiącymi się bezmyślnie w małe błyskające ekraniki (w przeważającej większości emanują one doskonale nam znanym, niebieskim światłem). Zastanawiam się wtedy, jak to działa: dlaczego niektórzy na samą myśl wyprawy do galerii podskakują z ekscytacji i wręcz nie mogą się doczekać wizyty, a reszta – no cóż – przychodzi, bo musi. Tak się zastanawiam nad tym od dłuższego czasu i dochodzę do wniosku, że… to w sumie długa historia.

Czytaj więcej…

« Starsze wpisy

© 2017 Heart of Art

Theme by Anders NorenW górę ↑